Dodano: 17.02.2012, 1:24 Autor: sir Mik
Kto lubi wesołe miasteczka i górskie kolejki? Nie wiem czy wiecie, ale w 93 roku na rynek trafiła symulacja takiej atrakcji. Dzisiaj grafika tej produkcji budzi najwyżej politowanie, ale wtedy od tych widoków Gracze naprawdę piszczeli z emocji ;-). Oto wspominkowa recenzja gry Coaster z Magazynu Gambler 1/94.
PODOBNE MATERIAŁY:
Symulator lotu, wyścigów, łodzi podwodnej, kolejowy, tramwajowy, chirurgiczny... Wydawałoby się, że następnym krokiem będzie zebranie ich wszystkich do kupy w postaci Totalnego Symulatora Ciekawszych Aspektów Życia. Okazuje się jednak, że zawsze zostaje jakaś działka czekająca na zagospodarowanie. Firma Disney Software stworzyła właśnie nowy podgatunek: gra Coaster to symulator kolejek górskich, których skromnego przedstawiciela można od niedawna oglądać w Cricolandzie pod Pałacem Kultury. Co prawda istnieje już Stunt Car Racer - jazda samochodem po torze złożonym z pętli, ciasnych zakrętów, korkociągów oraz podobnych elementów rzadko występujących na drogach publicznych, ale Coaster nie jest grą zręcznościową; przynajmniej w założeniu. Większość czasu zajmują graczowi męki projektowania, gdyż punktacja zależy w ¾ od kształtu toru. Z niewielkiej liczby gotowych elementów (cztery rodzaje zakrętów, dwa rodzaje pętli, poziomy korkociąg i winda) należy stworzyć konstrukcję, która wyciśnie flaki z pasażerów kolejki, a przynajmniej spowoduje u nich kilkudniowe trudności w zachowaniu równowagi. Paw lecący wysokości 50 metrów to najpiękniejszy widok dla projektanta coasterów.
Tworzenie nowej kolejki odbywa się w trybie 640x350 16 kolorów, co umożliwia precyzyjne pozycjonowanie poszczególnych elementów. Dzięki funkcji zoom można dokładnie przyjrzeć się przebiegowi fragmentu toru lub ogarnąć jednym spojrzeniem całe arcydzieło. W oddzielnym okienku oglądamy animowany przebieg jazdy (ze stałą prędkością). Dodając kolejny element można dołączyć do niego akceleratory lub hamulce - kolejka będzie na danym odcinku przyśpieszać lub zwalniać. Zwolennicy tradycyjnych rozwiązań mogą po prostu wyciągnąć wagonik windą na dużą wysokość i korzystać ze zgromadzonej energii potencjalnej, utrudnia to jednak osiągnięcie ciekawych efektów. Po zmontowaniu kilkunastu zakrętów, pętli i korkociągów stajemy przed ostatnim problemem: koniec toru musimy połączyć z platformą startową. Ten odcinek z reguły składa się z kilku nudnych prostych i zakrętów. Gotowe! Pora zaprosić pasażerów przecięcie wstęgi.
W skład jury oceniającego wchodzi żujący tytoń kowboj, którego nic nie jest w stanie zaskoczyć, lubiąca szybkość, babcia, która nie takie rzeczy widziała w swoim długim życiu, gówniarz bez pojęcia ("ma być szybko i dużo zakrętów"), zimna pani profesor z koprocesorem między półkulami (mózgowymi) oraz surfer z krzywym uśmieszkiem w stylu "Do kogo z tym towarem". Moim pierwszym wrażeniem po wysłuchaniu opinii jury było totalne zaskoczenie. Za wolno?! Mój "Magiczny Młyn" NUDNY?! Dobiła mnie babcia tekstem "Ciepła kąpiel jest bardziej ekscytująca". Pojechaliśmy jeszcze raz, tym razem cały czas cisnąłem gaz do dechy. Opinia pasażerów była jednogłośna i taka sama jak poprzednio. Na urządzeniu rejestrującym obejrzałem wykres prędkości oraz poziomych i pionowych przyśpieszeń. Prędkość 203 mph, przyśpieszenia od plus 6 do minus 5,9 G - to ma być nudne? Dla porównania obejrzałem kilka najlepszych torów - żaden nie skupiał takiej ilości ewolucji na tak krótkim odcinku. Okazuje się, że chodzi o coś więcej niż szybkość, przeciążenia i karkołomne łamańce. Wysoko cenione są momenty grozy, gdy wagonik zawisa u szczytu pętli i niemal się zatrzymuje, a także zaskakujące zmiany kierunku: np. przejście ze stromego podjazdu do gwałtownie opadającego, ciasnego zakrętu. Pozytywne opinie zebrała także kombinacja pętli, ostrego zwrotu o 270 stopni i korkociągu przechodzącego przez pętlę. Niezła była zacieśniająca się spirala w dół (nieco podobna do lotniczego korkociągu) i kawałek toru zawiązany na supeł. Ingerencje w prędkość jazdy za pomocą pokładowych hamulców i akceleratora mogą prawić punktację, ale trudno zauważyć jakąś regułę.
Dużym minusem jest mała ilość efektów dźwiękowych, brak wrzasków przerażonych pasażerów, a byłyby one świetnym sygnałem przejazdu przez najbardziej udane części toru. W grze jest za to kilka niezbyt użytecznych bajerów. Należy do nich możliwość zmiany siły grawitacji (niektórych torów nie da się wtedy przejechać z normalną prędkością), regulacja tarcia, hamulców i przyspieszenia. Jazda zaczyna być interesująca po usunięciu tzw. upstops - "górnych" kółek utrzymujących pojazd na torze niezależnie od działających przyspieszeń. Niestety, pasażerowie odmawiają zajęcia miejsc w tak spreparowanym wagoniku. Słusznie, bowiem jazda z reguły kończy się wypadnięciem z toru.
Wojciech Setlak
Zobacz więcej na temat: Gambler_Retro | Gambler_01/94 | retro | klasyka | stare_gry | symulacyjne | Coaster
DODAJ DO:
KOMENTARZE:| Twój nick:
Ile jest 8 + 9 ?
zaloguj się
załóż konto
|
|
NAJNOWSZE WIADOMOŚCI
O TYM SIĘ PISZE
|
|
| Recenzja gry Warlock: Master of the Arcane! |
|
|
| Zagraj w Click the Frog i sprawdź swój refleks |
|
|
| Recenzja współczesnej strategii taktycznej |
|
|
| Koniec z grami na płytach? |
ZAGRAJ W LOSOWE GRY
|
|
||||||
|
|
||||||
Gambler.pl – najlepsze recenzje, zapowiedzi oraz kody do gier. Copyright © 1993-2011 Burda Communications Sp. z o.o.
|
Wszelkie prawa zastrzeżone |
do góry