Dodano: 31.01.2012, 16:23 Autor: sir Mik
Nieskrępowana niczym jatka w starym dobrym stylu, setki wrogów tylko czekających na swoją porcję ołowiu, specyficzny humor… Oto czym był właśnie Serious Sam. Czy jednak najnowsza część tego cyklu dorówna swoim niemal już kultowym poprzednikom? Sprawdźcie z nami - oto recenzja Serious Sam 3: BFE.
PODOBNE MATERIAŁY:
Pierwsze części przygód „Poważnego Sama” opierały się na prostej zasadzie – „mało gadania, dużo strzelania”. Fabuła, wyraziste postacie, skomplikowana wielowątkowa historia? Po co komu to wszystko! W grach liczy się przecież przede wszystkim strzelanie i frajda z rozwalania kolejnych wrogów! Tak właśnie myśleli ludzie z Croteam i w taki sposób stworzyli swoją pierwszą grę. Mieliśmy więc typowego, kwadratowego mięśniaka, najazd kosmitów na ziemię i zwariowaną, ale jednocześnie prostą jak drut historię. Do tego wszystkiego oczywiście to co najważniejsze – dosłownie setki szarżujących na nas wrogów. Gdy dodać jeszcze świetną jak na tamte czasy grafikę, specyficzny humor i niepowtarzalny klimat starożytnego Egiptu, to razem wychodziła wybuchowa mieszanka, która rozpaliła serca Graczy na całym świecie. Czy jednak dzisiaj, w dobie coraz bardziej rozbudowanych produkcji, opartych na historiach jakich powstydziłoby się wiele kasowych filmów, taki tytuł ma szansę się przebić?
Przyznam, że do nowego Serious Sam 3: BFE podchodziłem z pewną rezerwą. Po niezbyt udanej dwójce jakoś nie chciało mi się wierzyć, że chłopakom z Croteam uda się ponownie stworzyć coś naprawdę dobrego. Pierwsze dostępne w sieci filmiki również nie zachwycały, przynajmniej jeżeli chodzi o grafikę. Także i po włączeniu gry nie było lepiej - tym razem trafimy bowiem do współczesnego Kairu, zniszczonego przez dobrze nam znanych z poprzednich części gry Mental. Niewiele się namyślając ruszamy przed siebie eksterminując kolejne potwory. Niby wszystko pięknie, ale gra niestety nieco odrzuca od siebie grafiką, tym bardziej gdy przypomnimy sobie świetne pod tym względem poprzednie części serii. Serious Sam od zawsze był bowiem znany ze swoją charakterystycznej, pełnej światła i kolorów (chociaż może lekko plastikowej) oprawy graficznej, która zachwycała zawsze ogromną ilością szczegółów, monumentalnością lokacji i niesamowitą jakością tekstur. Pamiętacie te przepiękne malowidła na ścianach w Egipcie, czy barwne freski Majów? Niestety, jeżeli jesteście fanami pierwszych części gry, to czeka Was tutaj spore rozczarowanie. Nowy Sam jest utrzymany bowiem w brudnej, szarej stylistyce, która w niczym nie przypomina kolorowego świata z jedynki czy The Second Encounter: Wszystko jest pokryte kurzem, brudne, blade, tylko czasami trafimy do bardziej nasyconych kolorami poziomów, które jednak nie mogą się równać z tymi oryginalnymi. Tekstury sprawiają zresztą wrażenie jakby robione „od niechcenia”; czasami można mieć wrażenie, że pochodzą z jakieś uniwersalnej paczki. Co gorsza mapom brakuje strasznie dopracowania i szczegółowości – walczymy ciągle w pustych, smutnych budynkach, albo na szarych placach otoczonych jednostajnymi ścianami. Czasami gdzieś wala się jakiś gruz, lezą wraki samochodów, drzewa, ale tak ogólnie z gry bije starsza pustka. Każdy to grał w Battlefield, czy chociażby którąś z nowszych części serii CoD dobrze zna mapy z tych gier, w których każdy budynek wygląda nieco inaczej i jest pełen mebli, sprzętu czy innych detali cieszących oczy. Tutaj zamiast tego mamy same puste hale pełne wrogów. Graficznie Serious Sam 3 wygląda czasami nawet gorzej od odświeżonej niedawno „jedynki”!

Na szczęście im dłużej gramy tym jest lepiej. Gra powoli nabiera tempa i przyzwyczaja nas do tego co w tej serii od zawsze było najlepsze – czyli rozróby w wielkim stylu. Czeka nas łącznie ponad dwanaście godzin przemierzania kolejnych lokacji i walka z coraz liczniejszymi i bardziej zażartymi hordami wrogów. Wszystko w starym dobrym stylu – na grzbiecie nosić możemy więc tony ekwipunku, począwszy od minigunów, karabinów, granatników czy rakietnic wraz z całymi pudłami amunicji. Zabawa to też sama klasyka – wielkie otwarte przestrzenie, dziesiątki szarżujących na nas wrogów i walka oko w oko z kosmitami. Nie ma tutaj praktycznie przeszkód terenowych, taktyki – po prostu idziemy przed siebie uskakując najwyżej przed lecącymi w naszą stronę rakietami i z zaciśniętymi ustami przerabiamy na karmę kolejnych obrzydliwych kosmitów. Mimo tego - a może właśnie dzięki temu – gra naprawdę wciąga. Akcja gęstnieje dosłownie z każdą minutą, wrogów jest coraz więcej i musimy naprawdę kombinować i dokonywać cudów kociej zręczności, aby nie zostać zabitym. Dodatkowo dochodzą do tego jeszcze naprawdę świetnie dopracowane bronie - każda z dostępnych pukawek się przydaje i to właśnie odpowiednie ich używanie oraz gospodarowanie amunicją jest tutaj kluczem do sukcesu. Niektórych wrogów lepiej zabić czymś słabszym a najlepsze uzbrojenie zostawić sobie na bossów czy bardziej twardych oponentów. Nie zawsze też pukawka, która wydawała się idealna do walki na szerokim placu musi się okazać przydatna gdy walczymy w jakimś wąskim korytarzu. Wrogowie to również temat na niemal osobną książkę. Z każdym z nich walczy się nieco inaczej, a gra rzuca na nas prawdziwe ich zatrzęsienie. Często musimy jednocześnie odpierać ataki biegnących w naszą stronę wybuchowych samobójców, uważać na szarżujące i rzucające się na nas z pazurami szkielety i przy tym wszystkim uważać, aby nie trafiła w nas rakieta wystrzelona przez stojących dalej wrogów. Jednym słowem - ciągłe się coś dzieje a nasze czoło nigdy nie wysycha od spływającego potu. Ktoś pewnie powie, że zabawa jest monotonna, być może - tutaj wszystko ogranicza się w zasadzie do eksplorowania kolejnych komnat i rozwalania wrogów. Wbrew jednak pozorom gra wymaga myślenia, kombinowania, bo zginać jest tutaj naprawdę trudno, a odparcie kolejnej fali kosmitów często cieszy nawet bardziej niż zaliczona kolejna widowiskowa misja z Modern Warfare.
.jpg)
Gra jest zresztą naprawdę trudna – jeżeli zginiemy to nie ma przebacz – wrogów jest masa, niektórzy z nich są naprawdę twardzi, amunicji często brakuje, a na domiar złego mapy są skonturowane w ten sposób, że wrogowie atakują nas z zaskoczenia, skacząc zza rogu, czy wykorzystując fakt, że walka toczy się w ciemności. Wszystko potęguje szybka elektroniczna muzyka zagrzewająca nas nie do boju. Jeżeli przyzwyczailiście się tytułów gdzie co chwilę mamy punkty respawnu i gdzie wystarczy przycupnąć na sekundę za osłoną aby zregenerować utracone życie i gdzie jeden strzał zabija prawie każdego wroga, to zabawa w Serious Sam 3 może się Wam naprawdę przyśnić po nocach.

Cóż mogę powiedzieć? Jeżeli lubicie klasyczne shootery, szukacie tytułu gdzie liczy się przede wszystkim akcja (szybka akcja!), lubicie zwariowane strzelanki, to będziecie zachwycani. Jeżeli liczycie jednak na więcej, to – cóż – możecie się mocno rozczarować. To prosty tytuł w starym stylu, bez zbędnych dodatków i pomysłów. I dobrze!
.jpg)
Plusy:
+ Klimat starych shooterów
+ Długa rozgrywka
+ Akcja, akcja!
+ Zróżnicowany ekwipunek i wrogowie
Minusy:
- Mało szczegółowa grafika
- Puste mapy
- Nieco monotonna zabawa
Ocena:
Zobacz więcej na temat: Serious_Sam_3:_BFE | FPS | shootery | recenzja
DODAJ DO:
NAJNOWSZE WIADOMOŚCI
O TYM SIĘ PISZE
|
|
| Recenzja gry Warlock: Master of the Arcane! |
|
|
| Zagraj w Click the Frog i sprawdź swój refleks |
|
|
| Recenzja współczesnej strategii taktycznej |
|
|
| Koniec z grami na płytach? |
ZAGRAJ W LOSOWE GRY
|
|
||||||
|
|
||||||
Gambler.pl – najlepsze recenzje, zapowiedzi oraz kody do gier. Copyright © 1993-2011 Burda Communications Sp. z o.o.
|
Wszelkie prawa zastrzeżone |
do góry
green
Grałem w The First Encounter i przyznam że się rozczarowałem. Odświeżanie gier w taki sposób nie jest według mnie dobrym rozwiązaniem. Lokacje może i ładne, ale zbyt ubogie. Jedyne o czym myślałem w czasie gry to: "Dalej, niech ten etap się skończy". System save również był tragiczny. Zabiłem hordę potworów po czym zginąłem i musiałem ową akcje powtarzać. Mam nadzieje że Serious Sam 3: BFE pozwoli mi zmienić zdanie o serii.16 luty 2012 12:15